REPORTAŻ, KRYMINOLOGIA ORAZ NAUKI POKREWNE

REPORTAŻ, KRYMINOLOGIA ORAZ NAUKI POKREWNE

Ofiary Teda Bundiego

Poznaj kulisy ataków na 25 kobiet

Gdyby ktoś zapytał się Was o „największych” seryjnych morderców w historii ludzkości, z pewnością jedną z najczęściej pojawiających się osób byłby Theodore Robert Bundy. Przystojny, czarujący, często uwielbiany. Od wielu lat jestem świadkiem dyskusji na wszelakich forach internetowych poświęconych miłośnikom kryminologii i kryminalistyki. Oprócz tematów poważnych, pojawiają się tam też tematy luźniejsze: Najseksowniejszy zabójca? Najbardziej intrygujący morderca? Z którym z nich chciałbyś lub chciałabyś pójść na kolację, a kogo bliżej poznać lub przeprowadzić wywiad? W zdecydowanej większości rankingów wygrywa Ted Bundy.

Koszulki z nadrukowanym wizerunkiem Teda? Skarpetki, szaliki, czy kubki? Wszystko to cieszy się popularnością nie mniejszą niż biznes zbijany na wizerunku legendy rocka. Kilkanaście poświęconych mu książek, filmów i programów telewizyjnych. Nikt oczywiście nie ma wątpliwości, że był winnym swoich zbrodni i spotkała go za to najsurowsza z kar. Niemniej jednak jest druga strona medalu – wizerunek mordercy wykreowany przez media. Człowieka elokwentnego, inteligentnego, uśmiechniętego, tajemniczego i na swój sposób pasjonującego. W końcu stworzony został obraz pewnego siebie mężczyzny, który mógł osiągnąć wszystko, gdyby tylko podejmował inne wybory. Stał się człowiekiem, z którym wielu zaczęło się utożsamiać, a co gorsza zaczął wzbudzać w nich sympatię… Do tego stopnia, że Bundy zamiast mordercą – stał się naszym kumplem – Tedem.

Kto odpowiada za ów wizerunek? Nie da się udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Media potrzebowały Bundiego, a Bundy mediów. Niemniej jednak efekt finalny tego eksperymentu i sposób postrzegania mordercy poszedł w złą stronę.

Według mojej opinii Bundy był przede wszystkim tchórzem. Całe jego życie przepełniał strach, którego nie można mylić z nieśmiałością. Strach przed odrzuceniem, wyzwaniami, konfrontacją twarzą w twarz z problemami, a wreszcie strach przed śmiercią. Dlatego właśnie unikał, odpowiedzialności, nie radził sobie na uczelniach – mimo wielu prób. Także dlatego o swoich zbrodniach opowiadał w osobie trzeciej, a faktycznie przyznał się do nich dwukrotnie. Pierwszy raz w 1986 na kilka godzin przed pierwszą planowaną egzekucją, która została następnie przełożona. A także drugi raz – w 1989 – ponownie, już przed właściwą egzekucją. Za wszelką cenę dążył do ugody z prokuraturą, a w zamian za wyznanie próbował kupić kilka dodatkowych miesięcy życia.

Był manipulatorem, który potrafił owinąć sobie najbliższych wokół palca. Stworzył swój świat i sposób, w jaki chciał być postrzegany. I na ironię udało mu się to, choć nie przemawiały za tym żadne logiczne argumenty. Był raczej przeciętnym mężczyzną, miał 175 cm wzrostu, często się jąkał i notorycznie obgryzał paznokcie. Czy był inteligentny? Był. Ale brakowało mu pokory, aby inteligencja szła w parze z sukcesem w życiu. Był naiwny, przepełniony pewnością siebie, świadomością że wszystko mu się uda i wszystko należy do niego. Podczas jednego z aresztowań Bundy został zatrzymany za posiadanie narzędzi służących do włamań. Chodziło o kajdanki i maskę, która trzymał w bagażniku. Nie doszłoby do tego, gdyby nie zgodził się na przeszukanie auta.

A gdyby ktoś Was zapytał o ofiary? O ich ilość czy nazwiska? Niestety tylko nieliczni udzielą odpowiedzi. Jak w większości tego typu znanych spraw, ofiary najczęściej są anonimowe, a pamięć o nich przemija, skracając ich życie do roli statystyki.

Bundy był okrutnym człowiekiem. Atakował kobiety – jednostki słabsze od siebie. Stosował podstępy aby uśpić ich czujność i wykorzystywał ich dobroć, w momencie gdy się tego nie spodziewały. Z reguły łomem lub kluczem do zmiany opon. Udając kalekę wykorzystywał ich ufność i chęć pomocy, a elokwencją i obyciem zdobywał ich zaufanie. W razie potrzeby zastraszał je bronią, stosował metody, które pozwoliły mu zdobyć przewagę – pozbawiał przytomności lub zastraszał. Następnie znęcał się nad nimi i gwałcił w brutalny sposób używając do tego szpikulca do lodu, butelek po dezodorancie, gałęzi znalezionych w lesie i wszystkiego innego co znalazło się w zasięgu jego ręki.

Mówi się, że Bundy atakował pewien typ kobiet, który odpowiadał wizerunkowi jego byłej miłości. Według mnie gdyby tak było nie zaatakowałby dziewcząt w wieku 12-15 lat, a i takie osoby miał na swoim koncie morderca. Świadkowie często wspominali, że w miejscu ataku widzieli Bundiego, zaczepiającego niemal wszystkie napotkane kobiety. Udało mu się jednak zaatakować tylko te, których ufność wzbudził, te dobre, pomocne, miłe. Wygląd nie miał dla niego z grubsza żadnego znaczenia.

Theodor Bundy skazany został na potrójną karę śmierci, za trzy udowodnione morderstwa. Ostatnie zresztą w jego karierze, na Florydzie. Za resztę morderstw nikt nigdy nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Dwa dni przed planowanym wyrokiem przyznał się do 30 zabójstw w sześciu stanach USA. Dziesięć ofiar nigdy nie udało się zidentyfikować. Do liczby dwudziestu ofiar musimy doliczyć 5 kobiet, które przeżyły spotkanie z Tedem Bundym. Czy należy wierzyć Bundiemu w tym wyznaniu? Z pewnością nie leżało w jego interesie przyznanie się do zabójstw dzieci, a także osób starszych – zwłaszcza przed wykonaniem wyroku, kary śmierci. A jak wiadomo łączony jest z podobnymi zabójstwami na terenie USA.

Czas na opowiedzenie ich historii. 25 kobiet, których historia nigdy nie powinna zostać zapomniana.

 


Źródła:

  • https://hiimted.blog
  • https://theodorerobertcowellnelsonbundy.wordpress.com
  • http://tedbundyexpert.tripod.com
  • https://www.findagrave.com
  • https://www.seattletimes.com/seattle-news/remembering-the-washington-victims-of-ted-bundy-the-serial-killer-spotlighted-in-new-movie-and-netflix-docuseries/
  • https://tedbundy069063.wordpress.com
  • https://allthatsinteresting.com/ted-bundy-victims
  • “The stranger besides me”. Autor: Ann Rule, rok wydania 2001
  • “Ostatni żywy świadek. Prawdziwa historia największego seryjnego mordercy w historii Teda Bundy’ego”. Autor: Stephen G. Michaud, Hugh Aynesworth, wydanie polskie 2019
Poprzedni artykułMyśliwy z Alaski
Następny artykułArthur Shawcross

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Ostatnie wpisy