„Kroniki Zbrodni” – recenzja

Książka „Kroniki zbrodni” Roberta Ziębińskiego i Moniki Całkiewicz prowadzona jest w formie swobodnej rozmowy, podzielona na części według specyfiki opisywanych spraw, a następnie rozdziały, z których każdy zawiera rozmowę odnosząca się do konkretnej zbrodni.

Napisałam do konkretnej zbrodni, ponieważ – co mi niezmiernie przypadło do gustu – prowadzona dyskusja nie jest jedynie opisem stanu faktycznego przestępstwa. Odnosi się także do aspektów prawnych i psychologicznych, które tej konkretnej zbrodni dotyczą. Niekiedy autorzy wyjaśniają przystępnym dla czytelnika językiem polskie rozwiązania prawne, a w innych momentach pokazują jakie mechanizmy mogły zadziałać w psychice sprawcy.

Dodatkowo pojawia się nawiązanie do literatury kryminalnej i rozwianie mitów dotyczących prowadzenia spraw o zabójstwo lub jego usiłowanie, a także konstruowania fabuły – zestawienie jej z tym, co może wydarzyć się naprawdę.

We wstępnej części „Kilka słów przed zbrodnią” Robert Ziębiński snuje rozmyślania nad tworzeniem fabuły kryminałów, jej oparciem o pewien schemat. Opowiada przy tym kilka anegdotycznych historii – między innymi o bookstagramerce, która zarzuciła mu, iż fabuła jego książki powinna być inspirowana prawdziwym życiem.

Przytoczę tutaj słowa mojego ulubionego profesora kryminologii, który mawiał na wykładach, że „najbardziej nieprawdopodobne scenariusze pisze życie”. Przytoczę także historię pięciu mężczyzn, z których czterech spędziło mnóstwo czasu w areszcie, ponieważ jeden z nich przed śmiercią opowiedział komuś historię, która nieopatrznie wywróciła życie reszty do góry nogami. Ludzi tych postawiono w stan oskarżenia w obliczu zbrodni zabójstwa i kanibalizmu, którą mieli popełnić kilkanaście lat temu. Proces mężczyzn rusza 22 lutego i niezmiernie interesuje mnie jaki będzie jego wynik, gdyż nie zostało odnalezione ciało ofiary, a według doniesień medialnych nie są znane nawet jego personalia.

A jest to tylko jeden z wielu przykładów nieprawdopodobnych życiowych scenariuszy. Czy zatem można wymyślić fabułę, która w jakimkolwiek wariancie odbiegałaby od wydarzeń, które kiedyś miały lub mogą mieć miejsce w rzeczywistości? Myślę, że na to pytanie każdy z was powinien sobie odpowiedzieć. Autor uważa, że nie możemy twierdzić, że jeśli coś nie leży w naszym schemacie myślowym i odbiega od naszego systemu wartości to jest niemożliwe. I ja się z tym zgadzam.

Co mi się podobało podczas czytania? Po pierwsze – język dostosowany według mnie nawet dla laika, który niewiele ma wspólnego z doktryną prawa, a dodatkowo opis tych zagadnień z perspektywy praktyka, dzięki czemu książkę można było niemal „połknąć na raz”. Po drugie, autorzy nie bazowali na sprawach, które zna każdy wprawny czytelnik reportaży o zbrodni, a przy tym nie epatowali nadmiernie krwawymi szczegółami samych przestępstw, skupiając się na tych, które opatrzone merytorycznym komentarzem mogą wnieść coś do głowy czytelnika. Trzecim – bardzo ważnym według mnie argumentem przemawiającym zarówno za wartością tego utworu, jak i profesjonalizmem autorów jest obiektywizm ich wypowiedzi. Nie znajdziemy tutaj emocjonujących czytelników nieprzyjemnych epitetów dotyczących sprawców czy samej zbrodni. Jedynie fakty, tezy, ich prawdopodobieństwo wraz z argumentami przemawiającymi za ich poparciem lub nie, a także obiektywizm. I ja to naprawdę doceniam.

Autor: Bianka Nowak-Zając